Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Bartosz Stodulski i Vadim Makarenko dla projektu sonar.wyborcza.pl

Ruszyła pełna wersja Sonar.Wyborcza.pl najnowszego serwisu „Gazety Wyborczej“ przygotowanego we współpracy z Laboratorium EE. Największy jakościowy dziennik w kraju ma za sobą wytężony rok technologicznych korepetycji, za które zapłacił Google w ramach programu Digital News Initiative, wspierającego wydawców w Europie.

Nie raz z satysfakcją pisaliśmy o tym, że dziennikarze w tradycyjnych mediach nie rozumieją praw jakimi rządzi się praca z odbiorcą w sieci. Ich myślenie w kategoriach opublikowania zwykłego artykułu kończyło się na tym, żeby wyprzedzić konkurencję. Jeszcze kilka lat temu autorzy rzadko udzielali się w mediach społecznościowych i prawie nie odpowiadali czytelnikom w komentarzach. Ale to się zmienia i najnowszy serwis „Gazety Wyborczej” dobrze to pokazuje.

Polityka na Sonarze jak muzyka na Spotify

Sonar.Wyborcza.pl nie jest zwykłym serwisem o polityce. Już sama jego szata graficzna jest dość odważnym eksperymentem w stosunku do tego, co zazwyczaj prezentują media. Na pierwszy rzut oka Sonar przypomina raczej serwis muzyczny niż witrynę informacyjną. Profile polityków wyglądają niczym profile artystów, różnią się tylko dokonaniami – Coldplay wydał ”A rush of blood to the head” w 2005 r., a Zbigniew Ziobro – w tym samym roku został Ministrem Sprawiedliwości w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza.

 

 

Na profilu każdego polityka można przeczytać biografię, zobaczyć jego decyzje w głosowaniach sejmowych oraz aktywność na Facebooku i Twitterze, a także jego popularność w wyszukiwarce Google. Sonar monitoruje 460 posłów, 100 senatorów oraz kilkudziesięciu innych ważnych polityków, w tym członków rządu i liderów opozycji.

Boty w służbie demokracji

Dane dla Sonara zbierają nie tylko specjalnie napisane w tym celu boty, odwiedzające różne witryny (np. parlamentu), ale także interfejsy programistyczne (API). Dzięki unikalnemu dostępowi do API Google Trends, Sonar.Wyborcza.pl pozwala na bieżąco śledzić zainteresowanie politykami w sieci. Teoretycznie, każdy z nas może sprawdzić wybranego polityka w Google Trends, ale Sonar robi to automatycznie i co 15 minut sprawdza ponad 600 nazwisk z politycznego świecznika. Dane Google’a podawane są we względnej skali, w zależności od tego jak skonstruowane jest zapytanie, co w praktyce utrudnia porównanie popularności polityków albo sprawia, że w przypadku wzrostu popularności polityk “wyskakujeł” poza skalę. Ekipie Sonaru udało się to obejść, dzięki dodaniu do zapytań o popularność polityków słowa referencyjnego – popularnego określenia, które wyznacza granice skali.

Połączona ekipa „Gazety Wyborczej” i Laboratorium EE nie tylko zintegrowała dane z różnych źródeł, ale i pilnuje ich aktualności. Redakcja może na bieżąco edytować dane i sprawdzać, który bot i kiedy został uruchomiony oraz może włączać dodatkowe mechanizmy testowe.

Serwis Sonar.Wyborcza.pl został tak zbudowany, aby jego komponenty komunikowały się jedynie przez API. Dzięki temu jest bardziej elastyczny i łatwiejszy w modyfikacjach. Szef technologii w Laboratorium EE, Krzysztof Zając, tłumaczy:

Powiedzmy, że będziemy chcieli przygotować serwis z zupełnie nową grafiką i projektem UX, ale pokazujący te same dane. Dzięki temu rozwiązaniu jest to dość proste, a nowy serwis może powstawać równolegle z nadal działającym Sonarem. Dzięki temu nie ma również żadnego problemu z zasilaniem danymi z Sonar.Wyborcza.pl innych serwisów działających w ekosystemie „Gazety Wyborczej” i wyświetlaniem w nich ramki z podstawowymi danymi o polityku w sytuacji, gdy wspomina o nim nowy artykuł.

Ciekawostką jest, że twórcom Sonar.Wyborcza.pl udało się przygotować do rozwiązywania nietypowych sytuacji takich, jak np. zmiana nazwiska posła. Serwis bez problemu połączy dane w sytuacji, gdy administratorzy zmienią nazwisko posła na nowe, a na stronie Sejmu cały czas głosowania będą wpisywane pod starym nazwiskiem – gdyż jeszcze odpowiednie dokumenty z USC nie trafiły do kancelarii Sejmu. Podobne kłopoty sprawiają zmiany przynależności partyjnej polityków – choć ogłoszone na konferencji prasowej, to na stronie Sejmu zmieniane bywają po kilku dniach. Sonar.Wyborcza.pl bez problemu poradzi sobie z podobną sytuacją.

Magazyn danych dla newsroomów

– Znaczenie danych w redakcjach rośnie, dlatego w ramach projektu Google DNI stworzyliśmy również system PoDane, czyli swoistą hurtownię danych dla dziennikarzy – mówi Vadim Makarenko, który wraz z Bartoszem Stodulskim, prezesem Laboratorium EE stanął na czele projektu.

W systemie można zapisywać źródła danych (zarówno pliki CSV/XLS jak i interfejsy programistyczne) i wygodnie z nimi pracować (konwertować, przeszukiwać itp.). Dane udostępniane przez Sonar.Wyborcza.pl także są zapisywane w tej „hurtowni”. Własne repozytorium baz danych przenosi tam teraz działający od trzech lat serwis BIQdata. To ułatwi pracę redakcji całej „Gazety Wyborczej”, ponieważ system PoDane jest dostępny dla całego zespołu.

Sonar.Wyborcza.pl pobiera materiały z „Gazety Wyborczej”, ale ma też własną czteroosobową redakcję, która nie składa się z samych dziennikarzy. Pracują tam specjaliści, którzy łączą różne kompetencje np. analityk danych oraz grafik potrafiący kodować. Zespół tworzy własne analizy, pracując z danymi pobieranymi na bieżąco z parlamentu, Krajowego Rejestru Spółek, z Fundacji MamPrawoWiedzieć, a także z mediów społecznościowych i Google Trends oraz – okazjonalnie – z wielu innych witryn. Materiały są wypełnione wizualizacjami i napisane lekkim językiem.

Warto tutaj zauważyć, że dane w Sonarze służą nie tylko do produkcji artykułów, a budują całe bloki czy funkcje serwisu, jak np. wspomniany profil polityka czy profil tematu. Tematy i polityków można obserwować na Sonar.Wyborcza.pl, podobnie jak znajomych czy celebrytów na Facebooku lub Twitterze. Tym samym można dopasować serwis do własnych zainteresowań – każdy może wybrać ważne dla niego tematy i otrzymywać powiadomienia o materiałach, które go dotyczą. Personalizacja w serwisie jest jednak robiona w otwarty sposób – użytkownik ma kontrolę nad tym, jakie dane na własny temat udostępnia serwisowi, a jakie publikuje w sieci.

Sprawdź swoje sympatie

Jeśli będziemy regularnie odpowiadać na pytania w sondach i rozwiązywać quizy, nowy serwis zbuduje sobie nasz „polityczny profil”. Po naszych odpowiedziach jego algorytmy ocenią, do której partii politycznej jest nam najbliżej.

Dodatkowo, poznamy innych użytkowników serwisu, których poglądy są podobne do naszych. Twórcy Sonar.Wyborcza.pl proponują użytkownikom spotkanie na wirtualnym „kocu na łące”. – Podobnie myślących ludzi chcemy posadzić blisko siebie – mówi Ludwik Trammer z Laboratorium EE.

Użytkownicy mogą też włączyć profil publiczny, co sprawi, że stanie się on widoczny dla innych użytkowników serwisu. To nowa funkcja w tradycyjnych mediach, które do tej pory nie budowały w ten sposób społeczności wokół swoich marek. – Sądzimy, że może to zmienić dyskusję o polityce. A może kiedyś użytkownicy zechcą się spotkać na manifestacji albo razem napić się kawy? – mówi Bartosz Stodulski, szef Laboratorium EE.

Sprinty programistów z dziennikarzami

Serwis został przygotowany przez interdyscyplinarny zespół „Gazety Wyborczej” oraz Laboratorium EE. Dziennikarze, researcherzy, analitycy danych oraz graficy przez rok pracowali ramię w ramię z informatykami, specjalistami w projektowaniu doświadczeń użytkownika czy strategami z Laboratorium EE. W szczytowej fazie w zespole było aż 25 osób.

Jak całe to towarzystwo znalazło wspólny język? Humaniści, czyli dziennikarze, nie zawsze rozumieją inżynierów, czyli programistów. Różni ich prawie wszystko: rytm pracy, podejście do problemu czy poczucie humoru. Pomógł scrum.

To metodyka w której branża IT czuje się jak ryba w wodzie, a której dziennikarze „Gazety Wyborczej” nauczyli się w boju. Podzielona na mikrozespoły załoga realizowała równolegle różne cele i różne zadania. Na bieżąco korygowała też swoje prace i wyznaczała nowe kierunki. Zespół pracował w tygodniowych sprintach, co środę dokonując przeglądu prac oraz samodzielnie wyznaczając sobie cele na kolejny tydzień.

Nie obeszło się bez napięć. Dziennikarze otwarcie nabijali się z żargonu informatycznego: „diploje”, „emwipi” i „bugi”. Programiści z kolei mieli używanie, gdy „redaktor poszedł na zebranie”, coś „zmyślił” albo „namaział”. Jednak mimo różnic wszyscy tworzą zgrany zespół. Dziennikarze pokochali rozbicie pracy na krótkie odcinki i metodykę Google Design Sprint, wykorzystywaną do szybkiego prototypowania produktów. Tak powstała pierwsza makieta Sonar.Wyborcza.pl – jej przygotowanie zajęło pięć dni, a została zmieniona dopiero po 5 miesiącach.

Kolejnym nietypowym dla tradycyjnych mediów rozwiązaniem było bardzo szybkie uruchomienie Sonara w surowej wersji beta, nawet bez docelowego layoutu – tylko po to, żeby przetestować reakcje odbiorców na funkcje serwisu. Zwykle media pieszczą swoje pomysły w ukryciu do ostatniej chwili. Na dodatek jako pierwsza startowała wersja mobilna, a grafika serwisu na komputery powstała znacznie później. To zmuszało cały zespół do myślenia w kategoriach mobile first.

Sonar.Wyborcza.pl jest innowacyjnym produktem, ale w pełni korzysta z dotychczasowych systemów IT Agory – systemu tworzenia i zarządzania treściami (UOM i StoryMaker), rozwiązań big data (Data Ocean), systemu logowania i dostępu do treści Wyborcza.pl oraz bogatego archiwum cyfrowego „Gazety Wyborczej”.

Za projekt z ramienia „Gazety Wyborczej” odpowiedzialny jest Vadim Makarenko, laureat tegorocznej Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska, ze strony Laboratorium EE – CEO firmy Bartosz Stodulski, współtwórca m.in. serwisu Polona Biblioteki Narodowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *