Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Growth hacking, czyli jak zwiększyć zasięg i zaangażowanie użytkowników?

W Polsce terminu growth hacking, czyli hackowanie wzrostu, nadal używa niewielu marketerów, ale Wojtek Skalski jest z nim za pan brat. Jako szef ekspansji międzynarodowej serwisu Brainly, czyli sieciowej platformy pytań i odpowiedzi, na co dzień poszukuje metod szybkiego zwiększania wzrostu i zasięgu. Tym razem to my pytamy Wojtka między innymi o jego sposoby na skuteczny growth hacking.

Kim jesteś?

Zawodowo – szefem ekspansji międzynarodowej (International Growth) w Brainly.

Czym zajmuje się Brainly?

Brainly to międzynarodowa grupa społecznościowych platform edukacyjnych. Pomagamy uczniom uzyskać szybką i rzetelną odpowiedź na każde pytanie związane z nauką a równocześnie wciągamy ich w pomaganie sobie nawzajem i poszerzanie wiedzy.

Jesteśmy największą na świecie grupą tego typu serwisów. Miesięcznie z naszych stron internetowych i aplikacji mobilnych korzysta ponad 40 milionów unikalnych użytkowników. Zasięgiem obejmujemy ponad 35 krajów od Stanów Zjednoczonych, przez Amerykę Łacińską, Polskę, Rosję, Turcję aż po Indie, Indonezję czy Filipiny.

Jesteśmy jedną z największych i najszybciej rosnących na świecie firm z obszaru technologii edukacyjnej (edtech). Zaczęliśmy w Krakowie w 2009 roku, obecnie mamy też biura w Nowym Jorku i Berlinie.

W Polsce czy Rosji jesteśmy już liderami rynku, w innych regionach świata – Stanach Zjednoczonych czy Brazylii – jednym ze znaczących graczy z dynamicznym tempem wzrostu.

Jaką rolę odgrywa zespół ekspansji międzynarodowej?

Cały zespół liczy ponad 25 osób. Codziennie pracujemy nad powiększaniem zasięgu i zaangażowania użytkowników na poszczególnych rynkach. Animujemy społeczność, zapewniamy jak najlepszą jakość treści, obsługujemy zapytania i zgłoszenia od użytkowników, prowadzimy działania marketingowe i PRowe.

Docelowo, chcemy dotrzeć do każdego ucznia na świecie a na każdym rynku być liderem.

Jak znalazłeś się w Brainly?

Do Brainly trafiłem bezpośrednio po spędzeniu prawie dwóch lat w międzynarodowej korporacji. Byłem rozczarowany tym korporacyjnym poczuciem niemocy – kiedy widzisz wokół siebie wiele problemów i potencjalnych ulepszeń, ale jako “trybik w maszynie” – na szeregowym stanowisku – niewiele masz do powiedzenia. Jeżeli chcesz tylko ograniczyć się do swoich zadań w trybie 9-5 – praca jak marzenie. Ja szukałem jednak czegoś więcej – poczucia autentycznego wpływu na firmę.

czytaj:   Google Earth pomaga tropić miny w Kosowie

Dlatego też spróbowałem rozkręcić własny startup. Niestety podzielił on los większości tego typu przedsięwzięć i zakończył się porażką. Jednak wiedza zdobyta w trakcie była bezcenna.

Do Brainly przyłączyłem się z nadzieją na możliwość sprawdzenia się, przyłożenia się do sukcesu firmy, ale też zobaczenia od środka jak działa jeden z najlepszych polskich startupów. Po dwóch latach stwierdzam, że była to naprawdę dobra decyzja.

Zajmujesz się growth hackingiem, czyli co robisz?

Bardziej adekwatnym określeniem na to, czym zajmuję się wraz ze swoim zespołem byłoby nie tyle hakowanie wzrostu, co jego budowanie.

Na czym polega różnica?

Powiedzieć, że zajmujemy się growth hackingiem to jakby powiedzieć, że pisarz zajmuje się pisaniem bestsellerów a muzyk podbijaniem list przebojów. Artysta na codzień tworzy – pisze, maluje czy komponuje, a zaledwie raz na jakiś czas wydaje coś przełomowego. Podobnie jest trochę z tym osławionym growth hackingiem. Wszystko to kwestia prawdopodobieństwa – czasem wielki sukces zdarza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć, czasem zaledwie w jednym na dwadzieścia. Spektakularny wzrost zaangażowania czy ruchu to zdecydowanie ten drugi przypadek. Budowanie wzrostu to połączeniem żmudnej organicznej pracy i intensywnego eksperymentowania.

Tym właśnie zajmujemy się wspólnie z zespołem. Naszym celem jest zwiększaniem zasięgu oraz zaangażowania naszych użytkowników. To niełatwa, organiczna praca, która zwykle przynosi wymierne rezultaty dopiero w dłuższej perspektywie, natomiast co jakiś czas udaje zrobić coś, co nagle przenosi nas o poziom wyżej. Te legendarne “growth hacki” to właśnie te rzadkie, najbardziej spektakularne zdarzenia.

Łączenie tych dwóch rzeczy – wykonywania codziennej pracy z poszukiwaniem drobnych optymalizacji oraz tworzenia przełomowych innowacji, to trudne zadanie.

Kluczową kwestią w tym procesie jest analityka i pokora. Konieczne jest mierzenie niemal wszystkiego i sprawdzanie jak poszczególne akcje wpływają na zamierzony cel. Wiele razy odbijamy się od ściany i nie odnosimy zakładanego rezultatu. Nie trzeba się tym przejmować, tylko wyciągać wnioski i przeć do przodu.

czytaj:   Raport inPowered: ekspercki content sprzedaje

Myślę, że growth hacking będzie kolejnym krokiem do promowania content marketingu, o którym w Polsce dużo się mówi i moim zdaniem wiele działań contentowych jest robionych świetnie.

Pytanie, które się zaczyna powoli pojawiać, jest związane z ewaluacją działań content marketingowych – bo co z tego że mamy bloga, jeśli nikt na niego nie wchodzi. Czy w takich sytuacjach dobrym rozwiązaniem będzie growth hacking?

Faktycznie bez zastosowania odpowiednich taktyk niewiele osób dowie się o naszej działalności w Internecie – niezależnie od tego, czy prowadzimy sklep internetowy, bloga czy forum.

Podejście do budowania zasięgu czy zaangażowania, jakie leży u podstaw growth hackingu, z powodzeniem można zastosować do każdej działalności internetowej, a w pewnym szczególnych przypadkach również i offline’owej.

To co wyróżnia działalność w Internecie to natychmiastowy dostęp do bardzo dokładnych danych. Dzięki niemu jesteśmy w stanie błyskawicznie ocenić, czy to co zrobiliśmy odniosło zamierzony skutek – a w oparciu o to podjąć decyzję o kolejnym kroku.

To trochę jak nauka przez praktykę – coś nieporównywalnie skuteczniejszego od biernego konsumowania wiedzy z książek czy filmów. Powiemy coś niepoprawnie w obcym języku, ktoś nas poprawi, a dzięki temu – być może od razu a być może dopiero za kolejnym razem – nie popełnimy już tego samego błędu. Tak samo jak nauki jazdy na rowerze czy śpiewania nie sposób nauczyć się z podręcznika, budowania wzrostu uczy się przez praktykę.

Najgorsze co możemy zrobić to zamknąć się na informację zwrotną z rynku i przyjąć, że wszystko co robimy zakończy się sukcesem. Tak można było robić w epoce przedinternetowej, kiedy dostęp do danych był bardzo ograniczony. Każdy sukces można było tłumaczyć przeprowadzoną kampanią a każdą porażkę wpływem czynników zewnętrznych. Współczesny świat jest nieco bardziej frustrujący – bo dane jasno wskazują, że wiele naszych pomysłów kończy się niepowodzeniem – jednak jeśli wyciągniemy z tego wnioski to możemy uczyć się i stawać się lepsi nieporównywalnie szybciej niż kiedyś.

czytaj:   Pixers - jak wrocławski start-up podbija świat

Wracając do promocji bloga – i ograniczając się tylko do akwizycji ruchu: wychodzimy od szerokiego wachlarza technik, które możemy wykorzystać i nieskończonej liczby ich konfiguracji. Możemy spróbować promowania naszych artykułów pod odpowiednie słowa kluczowe i stworzenia lepszych treści niż te wygrywające rankingi Google’a, wykorzystać gorące lub kontrowersyjne tematy często udostępniane w mediach społecznościowych lub “trendujące” w wyszukiwarkach, promować się na stronach agregujących treści, pisać artykuły i publikować je na popularnych stronach, udzielać się na forach czy portalach Q&A, zdobywać wartościowe linki i wiele wiele innych. Lista jest bardzo długa.

W zależności od czasu, jakim dysponujemy należy zdecydować się na jeden lub kilka najbardziej perspektywicznych kanałów i próbować, a po pewnym czasie zweryfikować efekty. Jeżeli działania odniosły zamierzony skutek to włączyć je do kanonu powtarzalnych taktyk, jeżeli nie – odrzucić i szukać dalej.

A oprócz akwizycji mamy jeszcze kolejne stopnie – zgrabnie ujęte pirackim AARRR!, które metodą prób i błędów możemy optymalizować – aktywacja użytkowników (pierwsze zaangażowanie – na przykład komentarz, polubienie czy rejestracja), retencja czy polecenie.

Więcej o growth hackingu oraz przykłady znajdziecie w kolejnej części wywiadu.

Rozmawialiśmy z Wojtkiem Skalskim, obecnie Head of International Growth, odpowiedzialnym za międzynarodowy rozwój portali grupy Brainly. Wcześniej zaangażowany w poszerzanie zasięgu Brainly na rynku amerykańskim i polskim, a także rozwój produktu. Poprzednio pracował m.in. w Akamai, PMR, YPI Consulting i Jade Poland. Autor bloga wojtekskalski.com.

Brainly to największa na świecie grupa społecznościowych platform edukacyjnych, w skali miesiąca przyciągająca ponad 40 milionów unikalnych użytkowników z całego świata. Dwanaście wersji językowych Brainly (wśród nich anglojęzyczne brainly.com i polskie zadane.pl) działa na terenie ponad 35 państw.

[podobne_growth hacking]