Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Growth hacking: serce i rozum w pełnej symbiozie

Ekspert od marketingu staje się growth hackerem, gdy do kreatywności i miękkich kompetencji doda sposób myślenia oraz umiejętności analityka. Nowa strategia w dziedzinie marketingu internetowego, którą roboczo nazwać można „zarządzaniem wzrostem” to pomysł z pogranicza objawienia i próby wyważania otwartych drzwi.

Growth hacking każe specom od marketingu skupić się przede wszystkim na tym, by generować wzrost liczby użytkowników produktu i ich zaangażowania. Mają to robić nie za pomocą chwytliwych kampanii, ale stosując głęboką i techniczną analizę ich potrzeb i nawyków. Dane stają się podstawą do stworzenia produktu, który nie tylko w pełni odpowiada na potrzeby dotychczasowych użytkowników, ale daje szanse na przyciągnięcie nowych. Growth hacker posługuje się kodem i algorytmami, by móc precyzyjnie określić, jaki zestaw informacji pomoże zbudować jak największy wzrost możliwie najniższym kosztem.

Z danych na temat użytkowników płyną konkretne wnioski, które następnie trzeba poddać kreatywnej analizie i stworzyć rozwiązania na ich bazie – na tym etapie do głosu dochodzi typowo marketingowa natura growth hackera. Zmiany mają objąć nie tylko ewentualną kampanię promocyjną, ale przede wszystkim sam produkt. Działanie z myślą o jego rozwoju to kolejny element odróżniający growth hackera od standardowego speca od marketingu.

Firmowe działy marketingu i product developmentu są odmiennymi bytami – growth hacking zakłada, że powinny działać w pełnej symbiozie, ponieważ tylko to daje szanse na zdobycie przychylności użytkowników. Efektowna kampania może przyciągnąć klientów na stronę, ale tylko dobry produkt da gwarancję, że zechcą na nią wrócić. Growth hacker musi zrozumieć, w jaki sposób chcą oni używać produktu, by następnie wykorzystać tę wiedzę do zmiany jego parametrów zgodnie z tymi potrzebami. W tej koncepcji strona i aplikacja tak naprawdę nigdy nie jest skończoną całością – by wciąż napędzała zaangażowanie, musi się zmieniać razem z użytkownikami.

Przykładem na skuteczny growth hackig może być serwis Airbnb, który pozwala odnaleźć nocleg na każdą kieszeń w 190 krajach świata, zarówno w hotelach czy pensjonatach, jak i u osób prywatnych. By pomóc użytkownikom w promowaniu ofert, specjaliści z serwisu postanowili zintegrować go z popularnym w USA portalem ogłoszeniowym Craigslist. Dzięki temu każdy mógł umieścić swoje ogłoszenie z Airbnb również na tej stronie, zyskując dostęp do ogromnej rzeszy potencjalnych odbiorców ich usługi. Dokonanie tej zmiany wymagało nie tylko zauważenia potrzeby, ale też konkretnych umiejętności technologicznych, dzięki którym można było ulepszyć już istniejący system promowania ofert.

Eksperci od marketingu są zgodni, że growth hacking to przyszłość, ale czy ta strategia zasługuje na miano aż tak odkrywczej? Koniec końców clou marketingu jest rozpoznawanie potencjalnych odbiorców produktu i tworzenie dedykowanych im treści. Te działania z góry zakładają, że zwracamy się do użytkowników należących do konkretnego targetu, czyli grupy najbardziej skłonnej do skorzystania z naszych usług. W tym kontekście growth hacking to przede wszystkim podejście bardziej restrykcyjne, wykorzystujące precyzyjne narzędzia, by osiągać wymierne rezultaty. Od wcześniejszych koncepcji odróżnia je podejście do produktu, który znajduje się w stanie ciągłej ewolucji. Praktyczna realizacja tego założenia jest istotą marketingu internetowego.

źródło: Agencja Content Marketingu Artivia.pl

[podobne_growth hacking]

czytaj:   20 pomysłów na ciekawy content