Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Lubię wkładać patyk w szprychy. W swoje również. Wywiad z Tomaszem Jakubem Sysło

Tomek Sysło to znany artysta, aktywista, działający na rzecz Wrocławia i nie tylko. Tomek opowiedział nam o sobie, czym się aktualnie zajmuje i o tym, że żyjemy w ciekawych czasach.

Jesteś grafikiem, specjalistą ds mediów społecznościowych i wykładowcą. W Twoim bio znajdują się jeszcze określenia typu: digital ninja, influencer, public relations, artist, painter, graphic designer, street-art fan, deejay, blogger. Wszystko to można podsumować słowem Tfurca 🙂 Kim jesteś Tomku?

Tsy: Chyba najlepiej określa mnie słowo Tfurca. Tak inaczej pisane, z błędem ortograficznym a nawet dwoma. To powstało gdy studiowałem na informatyce i napisałem taki program do robienia wierszy. Polegało to na tym, że wrzucało się dwadzieścia słów, a z tego wychodziły wiersze futurystyczne. Szukałem nazwy dla tego programu… i uznałem, że Tfurca jest dobrą nazwą.

Zalogowałem się w Internecie jako Tfurca i tak to zostało. Lubię to określenie. Jest takie niepełne. Potem, gdy skończyłem Akademię Sztuk Pięknych powinienem pewnie określać się twórcą, ale ten inny i przekorny zapis bardziej mi się podoba.

Masz licencjat z informatyki i dyplom ASP – szerokie zainteresowania. Nie mogłeś się zdecydować?

Informatyka to był wybór prosto po maturze ale… zmęczyło mnie to. Nie stworzyłem Naszej Klasy ani innych wielkich dzieł na miarę Brand24. Na lewych stronach segregatora zawsze rysowałem swoje koślawe rysunki, zauważyła to koleżanka i podpowiedziała, że Akademia Sztuk Pięknych byłaby fajnym pomysłem. Zawiesiłem studia informatyczne na poziomie licencjata, zdałem na studia wieczorowe na ASP we Wrocławiu i ukończyłem je po… 8 latach jako dyplomowany magister sztuk. Przedłużałem to maksymalnie… sztuka, ludzie, mistrzowie moi mnie uczący, tworzenie, wystawy, zapach farb, rozmowy o kreacji i jej braku – fajnie było. By uzupełnić swą edukację poszedłem jeszcze na podyplomowe studia na SWPS – zastosowania psychologii w marketingu i PR 🙂
IMG_7267

Jesteś więc grafikiem z dyplomem, informatykiem, rysujesz… ale nie tylko.

W dzisiejszych czasach chyba trzeba być multiinstrumentalistą nowych mediów, by być na fali, rozumieć co nas otacza… Mieć bardzo podzielną uwagę i robić różne rzeczy. Nie jest powiedziane, że ja się na wszystkim znam, ale specjalizuję się w public relations, w projektowaniu i kreacji strategii komunikacyjnych, lubię murale, street art, kiedyś często grałem jako deejay, też blogguję. Mam komunikacyjne pozytywne ADHD. Prowadzę komunikację na Facebooku dla różnych firm, doradzam im tak samo, jak celebrytom, politykom czy osobom prywatnym. Tak jakoś wyszło, bo przecież nie mam żadnych studiów ukończonych w tym kierunku. No i w związku z tym najczęściej jestem 24h na Facebooku…

I nie tylko tam. Stworzyłeś wrocławską społeczność Instagramers Wrocław. Co było tego powodem? Miłość do miasta czy bardziej do ładnych kadrów?

Instagramers Wrocław to pozytywni ludzie dokumentujący przestrzeń miasta. Bardzo dobrze to wszystko się rozwija. Ja od jakiegoś czasu nie jestem już tam. Przyszedł czas, żeby robić coś innego. Tam jest teraz 10 osób, Marta Dyner jest CEO i radzi sobie świetnie. Wczoraj zresztą przeskoczyli 15k followersów, mają duże zasięgi i mnóstwo pozytywnych interakcji. Sprawdźcie hashtag #igerswroclaw

A jak to się zaczęło?

Zaczęło się to w kwietniu 2013 z pasji i umiłowania tego miasta. Jestem wrocławianinem od zawsze, historia Wrocławia bardzo mnie interesuje i poznawałem ją m.in. na Cmentarzu Żydowskim we Wrocławiu, przy ul. Ślężnej. Tam dyrektor Maciej Łagiewski co niedziela o 12:00 opowiadał o mieście. Słuchałem go, bo miałem wrażenie, że mam dziurę do 1945 roku. Czasy późniejsze znam z opowieści dziadków, którzy zostali tu osiedleni, miałem też świetnych historyków, ale wciąż czułem, że mam tą dziurę wiedzy. No więc tę bogatą historię poznawałem na Cmentarzu Żydowskim, dzięki książkom tj Mikrokosmos Daviesa. No i Instagramersi to była odpowiedź na odkrywanie miasta, podwórek, ulic, zarażanie pasją innych ludzi. To się akurat udało, bo jest już ponad 5000 zdjęć. No więc mogę powiedzieć, że bodźcem była miłość do miasta. Zawsze mówię WROCŁAW TO STAN ŚWIADOMOŚCI.

Co jest fajnego w Instagramersach? Powstają co chwilę nowe „oddziały”, są spore zasięgi. Jaki jest sekret?

To społeczność międzynarodowa, która powstała w Portugalii. W każdym mieście sa instagramersi, w Polsce juz ponad 20 miast. Kluczem jest ich różnorodne spojrzenie, punkty widzenia. Jedni lubią zdjęcia czarno białe, inni mosty. Tam jest prawda, śmierdzące śmietniki, odrapane ściany a nie tylko przypudrowane elewacje. Wchodzą głębiej, nie boją się tego.

W mediach dużo mówiło się o tym, że pozwał Cię Janusz Korwin Mikke, czy też że dzwonił do Ciebie Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. To dowody na to, że to, co robisz w internecie przekłada się na tzw real. Ma znaczenie, działa. Jak te historie się skończyły?

Od zawsze lubiłem komentować rzeczywistość rysunkiem, 3 dni po tym jak powstał blog natemat.pl zgłosiłem się do red. Tomka Machały i zaproponowałem mu, że będę rysował dla natemat.pl, zgodził się i tak zaczęliśmy współpracę. Tych rysunków powstało mnóstwo, miały mniejszą lub większą oglądalność. Rysunek z Panem Korwinem Mikke zrobił furorę – był nawet na pudelku. Do dziś Pan Janusz mnie nie pozwał do sądu, wciąż czekam. Żyjemy w ciekawych czasach. Myślę, że będzie powstawało coraz więcej rysunków i zdjęć komentujących rzeczywistość. A co do Prezydenta Dutkiewicza… pewnie już więcej nie zadzwoni. Podobno murek już jest gotowy. Poproszono mnie, bym się wstrzymał z komentarzami. Zobaczymy co z tego wyniknie, jaka wysokość tej bariery ostatecznie została. Boli mnie to betonowanie miasta i niszczenie jego żywej tkanki. Podczas studiów na ASP siadaliśmy nad rzeką, pod drzewami. Leżeliśmy na trawie. Po drugiej stronie, przy Bibliotece Uniwersyteckiej też było wiele drzew a teraz nie ma ani jednego. Można było się tam chować przed słońcem, było przyjemnie. To co się dzieje w mieście jest dla mnie istotne i lubię to komentować. Nie potrafię być obojętny i nie zgadzam się na psucie miasta. Ostatnio nie lubię tego, zrobili z Zaułkiem Solnym. Ciągle coś nie tak. Ech. Trzeba o tym mówić i angażować ludzi, by reagowali na ZŁO.

I to działa! Masz wpływ na urzędy, dokonujesz realnych zmian.

To chyba zaczęło się od momentu, gdy zacząłem współpracę z Wyspą Słodową 7 (grupa inicjatywna walcząca o przeznaczenie kamienicy na Wyspie Słodowej 7 we Wrocławiu na centrum społeczno-kulturalne, przestrzeń publiczną, a nie sprywatyzowanie przestrzeni i sprzedanie terenu na hotel – przyp. red.). Zaczęliśmy mówić rzeczy, których miasto nie było w stanie na początku zaakceptować. Nasza pozytywna komunikacja przykryła to, co obywatelom chciało przekazywać Biuro Promocji Miasta, nie udało sie im zdyskredytować tej oddolnej inicjatywy. Nie pozwoliliśmy na to. Media tradycyjne przyszły później, wsłuchały się w głos mieszkańców oraz grupy inicjatywnej, zobaczyły, że to jest autentyczne, jest to jakiś bunt. Od tego się zaczęło. W czerwcu Pan Prezydent powiedział, że kamienica nie zostanie sprzedana, przyznał nam rację. To było zwycięstwo!!! Teraz mnóstwo osób pracuje nad tym projektem, by kamienica była otwarta 24h a nie stała się kolejnym domem kultury czynnym do 16:00. Jest to ogromne zwycięstwo aktywistów miejskich, o którym informacje rozpowszechniane były głównie przez Internet. Powtarzam to też studentom na zajęciach, my wszyscy dzielimy się tą wiedzą, by kolejne grupy inicjatywne miały łatwiej i uwierzyły, że to działa. Część fanpejdży grup inicjatywnych, społecznych jest prześmiewcza ale część jest bardzo poważna a komunikacja organizacji pozarządowych, takich jak Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia czy Akcja Miasto i innych organizacji ma większe zasięgi niż profile miejskie. Miasto musiało się otworzyć na te organizacje i taką komunikację. Trzeba rozmawiać i być bliżej zawsze.

greetings from wroclaw kopia

Jesteś wykładowcą – jak oceniasz młodych ludzi, wchodzących w media i branżę? Czy są głodni przełamywania barier i robienia wciąż czegoś co nie zostało stworzone? Czy też, zgodnie z alarmującymi publikacjami na temat pokolenia Y po prostu płyną z prądem?

Prowadzę różne zajęcia – media społecznościowe, grafika, projektowanie, ambient, murale i streetart. Opowiem o dwóch projektach ze studentami, które były bardzo ciekawe. Przed dwoma laty na Uniwersytecie prowadziłem zajęcia w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Poprosiłem studentów o zaprojektowanie plakatów na Europejską Stolicę Kultury. No i powstały bardzo ciekawe projekty, poruszające temat tolerancji, brud miasta, zmuszające do myślenia. Była to odpowiedź na to jak wygląda to miasto. Niestety nie wystąpiliśmy wcześniej o możliwość wykorzystania logo ESK, więc nie mogliśmy publikować tych plakatów, ale ja je mam i możesz mi wierzyć na słowo, że są bardzo ciekawe, studenci mocno to przemyśleli. Był to wartościowy sygnał dla miasta, dla ESK jak są postrzegani. Kolejny projekt – zajęcia z działań street-art i ambient. Para studentów wymyśliła naklejki do tramwaju (https://web.facebook.com/schowajsmartfonaizyj/ – przyp.red.), stylizowane na komunikację MPK, zachęcające ludzi do myślenia, zaobserwowania rzeczywistości, wykonania jakichś działań. Był to jeden dzień akcji. Ponad 2 tysiące followersów pozyskanych w ciągu miesiąca a w Polsce powiedziały o tej akcji chyba wszystkie media. Bardzo mi się to podobało. Młodzi ludzie są kreatywni, potrafią wsadzić patyk w szprychy i zmusić innych do myślenia. Ja mam zawsze bardzo fajnych studentów.

Odpowiadasz za social media na Uniwersytecie Wrocławskim, wcześniej też byłeś specjalistą w Urzędzie Miasta. Jak wygląda w praktyce praca social mediowca w takich instytucjach? Co może zaoferować odbiorcom mediów społecznościowych uczelnia z tradycjami, jaką jest UWr? Jakie są cele tych działań?

Tak, doradzam najlepszej uczelni na Dolnym Śląsku czyli Uniwersytetowi Wrocławskiemu w temacie social media. Niedawno uruchomiliśmy snapchata (jako pierwsza uczelnia!) i mamy już sporo oglądających. Dobrze nam idzie – szacun dla ekipy z Zespołu ds. Promocji w Biurze Rektora, że się nie boją nowych mediów i uatrakcyjnienia komunikacji. Musimy komunikować do przyszłych studentów w tych kanałach, w których oni się porozumiewają. Również do obecnych studentów i naszych absolwentów. To jest grupa docelowa. Pytałem młodzieży ostatnio czy im się podoba kanał Uniwersytetu, dostaliśmy parę wskazówek i działamy dalej. Na snapchacie pokazujemy życie uczelni, co się aktualnie dzieje, konferencje, zakamarki, poszczególne instytuty. A nawet krawat rektora w snoopiego. Chcemy zwrócić na siebie uwagę i utrzymać ją. Trzy lata temu w Urzędzie Miasta Wrocławia rozkręciłem obecność na Instagramie, Twitterze, Foursquare. Lubiłem komunikować o mieście, otoczeniu i dalej to robię choć teraz już nie jako urzędnik.

Czy Klientów – czy to wielkich jak UWr czy mniejszych – trzeba jeszcze przekonywać do social mediów?

To jest różnie. Czasem przychodzi klient i mówi, że trzeba być tu i tu bo powiedziała mu to żona albo sąsiad. A tak naprawdę nie jest mu to do niczego potrzebne. Na pewno trzeba najpierw się nad tym zastanowić – czy warto w to wchodzić i czy klient jest świadomy ryzyka i gotowy na wchodzenie w interakcję ze społecznością.

W internecie krąży wiele przykładów kryzysów w social mediach. Czy Ty sam masz takie na koncie? Jak z nich wybrnąłeś? Czego Cię to nauczyło?

Dobrze pamiętam jak kiedyś na profilu jednego z klientów zrobiłem błąd ortograficzny i wpadł on w oko gramatycznym nazistom. Oj jakie firma miała wtedy zasięgi przez ten błąd! Oczywiście dostałem żółtą kartkę. Raz omyłkowo wrzuciłem swoje zdjęcia z wakacji na fanpage klienta. To jest podawane jako case na konferencjach i przykład jak zareagować na kryzys – przyznałem się do błędu i wziąłem to na „klatę” – każdy popełnia błędy 😉 Kiedyś też obsługiwałem firmę, w której kryzysy w social mediach miały miejsce co weekend. Telefon mi się palił na czerwono a ja nie miałem prawie wolnego czasu. Spowszedniało mi to może… Co chwilę są jakieś kryzysy, branżunia się tym ekscytuje 🙂 trzeba mieć do tego dystans i robić swoje. Pomaga w tym swoista intuicja 🙂

Jak dbasz o zachowanie dystansu?

Chciałbym być coraz mniej w social media, a więcej rysować obrazków. Obrazki są fajne. Ale żeby rysować muszę być na bieżąco z newsami i oglądać TV, czytać niusy. Nie mogę się całkowicie oderwać. Ale wyjeżdżając na wakacje zmieniam smartfona na Nokię 3310. Gdy czuję uzależnienie od FB i jest kryzys – gram w węża.

Wracając do grafiki – w wielu miejscach Wrocławia można spotkać Twoje murale – czy upiększenie miasta w taki sposób to wciąż proces trudny i musisz o to walczyć, czy też widzisz, że miasto coraz bardziej otwiera się na artystów?

Murali w miastach jest coraz więcej. Wrocław można zwiedzać krasnalami, ale i muralami. Bardzo polecam trasę muralową wystaw Out of STH, realizowanych przez BWA Awangarda. Wiele lat temu robiliśmy konkurs Muralia we Wrocławiu jako fundacja Artistik, przy współpracy z Biurem Promocji Urzędu Miejskiego – powstało parę fajnych ścian, robili je artyści, zaś mały pasek poświęcony był sponsorom. Większa identyfikacja dopuszczalna jest przy muralach społecznych, przeznaczonych dla propagowania jakiejś idei. Kilka takich sam popełniłem.

Bardzo lubię murale starego Wrocławia: sklepy reklamowały się poprzez malowidła na ścianach, pięknym fontem, starannie. Obecnie aby stworzyć mural potrzebna jest ogromna procedura – trzeba znaleźć wolna ścianę, miasto musi wydać zgodę, trzeba postawić rusztowania i tak dalej… Osobiście marzą mi się murale nie do końca legalne, bo przecież miasto nie wydałoby nigdy zgody na ścianę poświęconą ksenofobii w mieście. No więc pewnie zrobię te murale bez pozwolenia i w tym miejscu chciałbym pozdrowić miasto. Lubię wrzutki w stylu: zamalowanie emblematów fanatyków Śląska tęczowymi motywami. I pewnie też to zrobię, tu oczywiście pozdrawiam kiboli. Murale rozmawiają, zachęcają do dyskusji. Jak moje obrazki. Tyle, że są długowieczne. No chyba, że kawałek muru odpadnie. Zaprosiłem też swoimi kanałami artystę Banksy do Wrocławia – mam nadzieję, że namaluje coś z okazji ESK2016.
Bardzo chciałbym, by ESK 2016 w pełni realizowała aplikację stworzoną przez zespół prof. Adama Chmielewskiego, którą wygrała ten konkurs. Tam było przecież mnóstwo pomysłów, wydarzeń i zdarzeń, nie były tam tylko minimalne projekty grantowe i wielkie fontanny, festiwale podrasowane, muzea Marilyn Monroe czy koncerty za gruby hajs. Wykluczenie z kultury i zmiana tego jest bardzo ważne. Chciałbym, by pozwolili i wspierali oddolne inicjatywy wszędzie i przede wszystkim aktywizowali mieszkańców. By wykluczenie dotyczyło coraz mniejszej liczby osób. Moim marzeniem jest 100% takich działań, a nie jak jest planowane do zrealizowania 10%. To pewnie nierealne 😉 Chciałbym też by po ostatnich nieprzyjemnych sytuacjach we Wrocławiu więcej uwagi poświęcono na zmaganie się z ksenofobią, brakiem tolerancji i rasizmem w tym mieście. Trzeba się przebudzić!!! Może to powinien być główny temat działań? Jesteśmy przecież MIASTEM SPOTKAŃ.

Bez względu na wszystko trzymam kciuki za Wrocław Europejską Stolicę Kultury w 2016 roku.

Rozmawiała: Marta Michałowska