Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Marta Mazgaj: książka drukowana była, jest i będzie

– Nawet jeśli są ludzie, którzy nie czytają książek, to zawsze mają swoją przeciwwagę pod postacią tych, którzy cenią literaturę – mówi Marta Mazgaj, właścicielka agencji Maniprojekt i przedstawicielka Wydawnictwa Warstwy.

Kim jesteś?

Człowiekiem, kobietą, matką-wariatką, konkubiną, pracoholiczką, przedsiębiorczynią, multitaskingową gospodynią domową. Chaotycznym ładem i eklektycznym porządkiem.

Pamiętam, że wcześniej pracowałaś w Public Relations. Dlaczego postanowiłaś to zmienić?

Nie porzuciłam branży PR, zmodyfikowałam tylko zakres działalności, temat i odbiorcę. Z komercyjnych przedsiębiorstw przeniosłam się na niszowe pola, bo tam jest fajniej. Wciąż „kreuję i buduję pozytywne relacje instytucji/przedsiębiorstwa z otoczeniem”, ale przecież nie muszę, a wręcz nie chcę trafiać w gusta wszystkich. Mówię do zainteresowanych – odpowiada mi to i to, sprawdza się to i to.

Wśród prezesów, z którymi miałam do czynienia, dominowało następujące przekonanie: marketing jest za pieniądze, a PR za darmo. Marketing to ulotki i bannery, PR to lokowanie produktu w gazecie, artykuł w magazynie, najlepiej na rozkładówce, wywiad o kremie, śrubce, zmarszczkach, betonie. Ja wolę mówić o książkach, projektach społecznych, wydarzeniach kulturalnych, fajnych markach, rokujących start-upach. Nie odchodzę od PR-u. Modyfikuję tylko skrzynkę z narzędziami.

Dlaczego zajęłaś się promocją na rynku wydawniczym? To trudna branża, ludzie podobno nie czytają, wydawnictwa się zamykają.

Na studiach podyplomowych z zarządzania napisałam pracę na temat tworzenia wydawnictwa niszowego w Polsce. Zbadałam rynek, oszacowałam przedsięwzięcie, stworzyłam biznesplan, zawnioskowałam o środki, nie wyszło. W lutym 2009 roku zupełnie przypadkowo poznałam Iwonę Chmielewską. Sączyłam z nią nalewkę w salonie jednego z dolnośląskich pensjonatów i od słowa do słowa moje życie wywróciło się do góry nogami.

czytaj:   Natalia Styczeń w Sputnik Studio

Dowiedziałam się o jej twórczości, zobaczyłam ilustracje z jej książek. Chmielewska opowiedziała mi o książce obrazowej, czyli tzw. picturebooku. Myślałam, że wiem wiele o literaturze, ale poczułam się jakbym nie wiedziała nic.

Chmielewska oprowadziła mnie po targach w Bolonii, jednej z najważniejszych imprez branżowych w dziedzinie książki i ilustracji dziecięcej. Wskazała wartościowe, warte uwagi i druku ich książek w Polsce wydawnictwa. Wśród wybitnych książek obrazowych z różnych zakątków globu były także jej dzieła. Chmielewska jest autorką znaną, wydawaną i nagradzaną m.in w Korei Południowej, Meksyku, Niemczech, Słowacji. jeszcze kilka lat temu w Polsce znana tylko w wąskim kręgu pasjonatów. Całe szczęście dojrzeliśmy już do jej autorskich książek.

Wszystkim, którzy chcą poznać prawdziwą magię książki obrazowej, polecam sięgnąć po „Oczy” (Wydawnictwo Warstwy, koreańska wersja wyd. Changbi została nagrodzona ilustratorskim Oscarem w Bolonii), „Dwoje Ludzi” (Media Rodzina) lub „Królestwo dziewczynki” (Entliczek).

Odpowiadając na pytanie, promocją na rynku wydawniczym zajęłam się dzięki Iwonie Chmielewskiej, która po latach poleciła mnie do Wydawnictwa Warstwy, gdzie dbam o wizerunek, PR i kontakt z mediami.

Jak promuje się książki w kraju, w którym ludzie czytają tak mało?

marta mazgajMarta Mazgaj – Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim, menedżerskich studiów podyplomowych z zarządzania (Uniwersytet Ekonomiczny) i wielu szkoleń z zakresu komunikacji i kształtowania wizerunku. Wśród obszarów jej zawodowej aktywności znajdują się przede wszystkim strategia rozwoju i komunikacja marki. Od 10 lat w public relations. Specjalizuje się w kreacji, współpracy z mediami i zarządzaniu projektami kulturalnymi, artystycznymi i społecznymi.

czytaj:   Asia Pawłowska czyta, bo ma daleko do domu

Kto ma czytać, ten czyta i będzie czytał. Książka drukowana była, jest i będzie, zmienia się jedynie specyfika rynku wydawniczego, co jest naturalne.

Dziś pojawia się wiele pozycji dopieszczonych pod względem edytorskim, książek świetnie zaprojektowanych, w których design nie odbiega pod względem jakości od treści. Rozwija się self publishing, sprzedaż online, drukuje się coraz więcej nowości, ale w małych nakładach, otwierają się nowoczesne biblioteki. Powstają księgarnie artystyczne czy kawiarnio-księgarnie, zakładane również przez wydawnictwa.

Nawet jeśli są ludzie, którzy nie czytają książek, to zawsze mają swoją przeciwwagę pod postacią tych, którzy cenią literaturę. Wystarczy spojrzeć jakie oblężenie przeżywają imprezy targowe, festiwale literackie czy warsztaty pisarskie. Wiele osób chce zostać poczytnymi pisarzami. Mamy do czynienia z literackimi celebrytami, pisarskimi hipsterami, poetami idolami. W dobrym tonie jest mieć bogatą, domową bibliotekę, słuchać audycji książkowych. Modnie jest zrobić sobie selfie z książką .

Mam ten komfort, że w Wydawnictwie Warstwy pracuję w oparciu o produkty wysokiej jakości, oferowane często wąskiej, ale wyjątkowej grupie docelowej. Książka (z małymi od tego odstępstwami) nigdy nie będzie produktem masowym. Wiele musimy jeszcze zdziałać w naszym kraju w zakresie pracy u podstaw, aby wykształcić świadomych czytelników, wrażliwych estetów.

Co myślisz o takich oddolnych projektach inicjowanych przez czytelników, np. „Bo ma daleko do domu” czy „Cortazar lepszy niż bazar”?

czytaj:   O ryzyku, pasji i medytacjach rozmawiamy z Adamem Nieszporkiem i Michałem Bucholcem z GONG

Dla mnie to najprzyjemniejsza strona promocji literatury. Oddolna, kreatywna, niestandardowa, zaskakująca, czasem przezabawna, a czasem zupełnie przerażająca, jak np. „wspaniała” reklama książki o Miziołkach Joanny Olech, jaką sprawił jej pewien prawicowy portal, oskarżając autorkę o chęć formowania dzieci za pomocą ideologii gender.

Cieszą mnie poetyckie murale, jakie można spotkać chociażby na budynkach w Poznaniu, a także humorystyczne profile na Facebooku, np. doskonałe „Nowe wiersze sławnych poetów”. Oczywiście ma to niewiele wspólnego z promocją konkretnego tytułu czy autora, a już na pewno nie wydawnictwa. Są to raczej działania w subkulturze czytelniczej, dla ludzi z kręgu wtajemniczonych, o podobnym poczuciu humoru i estetyki.

Nie wszystkich bawią memy Coelho w stylu „święta, święta i po świętach” czy „chu..m chrzanu nie ukopiesz”. Nie do każdego trafi przekaz fanpage’a „Bukowski chce się napić” czy idea „Czytaj wiersze, dziwko!”. Lecz branżowe żarty nie tylko umilają życie, ale mogą dać początek czemuś ciekawemu, pokazać, że „czytać każdy może”.

Co Cię inspiruje na co dzień?

Przez całą dobę w mojej głowie mielą się pomysły, konteksty, żarty, zdania, projekty. Wiele z nich notuję, część wdrażam, realizuję. Inspiruje mnie chyba wszystko: przyroda, miasto, sztuka, czeluście i skarby “internetów”, a przede wszystkim ludzie, moja rodzina, przyjaciele i znajomi. Inspiruje mnie też oczywiście moja praca.

Rozmawiała: Małgorzata Litorowicz