Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Myślisz, że Facebook jest darmowy? Płacisz za niego swoją prywatnością

Informacje i opinie, dotychczas znane tylko naszym najbliższym, stają się ogólnodostępne dzięki portalom społecznościowym. Filmiki z wakacji, zdjęcia z imprez czy komentarze dotyczące ulubionych marek to waluta, którą nieświadomie opłacamy naszą obecność w sieci. O zagrożeniach związanych z beztroskim ujawnianiem informacji oraz sposobach na kontrolę ich przepływu opowiedział na łamach serwisu BezpieczniejwSieci.org Wojciech Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Think before you post

Nasze prywatne dane mają wymierną, pieniężną wartość. Są walutą, którą płacimy za usługi, które w Internecie oferowane są „darmo”. To jednak pojęcie umowne, bo nie ma czegoś takiego, jak darmowe usługi. Ktoś zawsze za nie płaci. Jeśli użytkownik dostaje coś za darmo, to znaczy, że ktoś inny zapłacił za tę usługę za niego, albo wartość danych, które zostawia internauta, jest wystarczająca, by nie pobierać od niego dodatkowych opłat za usługę – mówi Wojciech Wiewiórowski, odnosząc się do łatwości, z jaką użytkownicy portali społecznościowych dobrowolnie dzielą się danymi, które podlegają prawnej ochronie. W jego opinii sytuacji nie ułatwiają same serwisy, które nie zachęcają internautów do dokładnego zapoznawania się z ich polityką prywatności. W tym kontekście Inspektor przytacza przykład portalu Facebook, który dopiero po kilku latach funkcjonowania w Polsce przetłumaczył regulamin dotyczący ochrony danych na nasz język.

Wiewiórowski zwraca również uwagę, że ujawniając treści w sieci musimy brać pod uwagę konsekwencje ich publikacji również dla innych osób. Prawo daje nam swobodę do dysponowania informacjami dotyczącymi tylko nas samych, więc jeśli zamieszczamy w internecie wspólne zdjęcie lub film z grupą znajomych, w praktyce naruszamy ich prawo do prywatności.

Dysponując nie swoją informacją, możemy narazić się na sankcje prawne. Wynikają one nie tylko z prawa administracyjnego i ochrony danych osobowych, ale przede wszystkim z Kodeksu Cywilnego, który chroni dobra osobiste. Pamiętajmy, że publikując nie swoją informację, możemy nieświadomie narazić osobę trzecią na szkody osobiste. Może się bowiem okazać, że poinformowanie w sieci np. o miejscu i czasie pobytu jakieś osoby może być dla niej informacją niekorzystną – tłumaczy Wiewiórowski.

Zdaniem inspektora zachowaniu bezpieczeństwa danych w sieci służy przenoszenie na wirtualny grunt zachowań wypracowanych w świecie realnym. Nie wtajemniczamy nieznanych sobie osób w szczegóły z naszego życia, nie podajemy do publicznej wiadomości adresu zamieszkania czy telefonu i staramy się unikać konfabulacji czy kłamstw w kontaktach z innymi. Na koniec Inspektor radzi, by próbować odzyskać kontrolę nad swoim życiem w sieci nawet, jeśli beztroska poszła zbyt daleko i umieściliśmy na portalu społecznościowym coś, co zdecydowanie nie powinno się tam znaleźć.


Zachęcam do starań o usunięcie takich danych. Wbrew pozorom właściciele serwisów społecznościowych chętnie wycofują dane, które mogłyby być szkodliwe dla użytkownika. Jednak od walki o usunięcie z sieci niechcianej informacji zdecydowanie łatwiejsze jest zastanowienie się przed jej udostępnieniem – radzi Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Z całym wywiadem można się zapoznać na portalu BezpieczniejwSieci.org, a w ramach uzupełnienia wiedzy o konsekwencjach beztroskiego dzielenia się informacjami zachęcamy do zapoznania się z infografiką.

Prywatność w sieci_Steven-L-Johnson_cc_flickr