w

Inbound marketing jest martwy: nadszedł czas push marketingu

7 ugmonk

Narzędzia marketingowe tworzone przez ostatnie lata miały jeden cel: przyciągnąć

użytkownika z pomocą wartościowego contentu. Już wkrótce tę strategię, czyli pull

marketing, zastąpi jej przeciwieństwo – push marketing. Jego celem jest aktywne

przekonywanie użytkownika do dokonania zakupu jeszcze przed pojawieniem się

potrzeby.

Marketing typu pull jest częścią inbound marketingu, zakładającym, że mamy do czynienia

z krytycznym i aktywnym konsumentem, który nie poddaje się sztuczkom i jest skłonny

zaufać marce tylko, jeśli zdoła przyciągnąć go w atrakcyjny sposób.

Podejście push wychodzi z odwrotnego założenia: klient lubi wyć wyręczany, chce, by

wszystko było podporządkowane jego potrzebom oraz wygodzie i nie ma problemu z

dzieleniem się informacjami, jeśli tylko otrzyma w zamian konkretne korzyści.

Pchać, nie przyciągać

W ostatnich latach zwyciężało podejście pull, które traktowało klienta jak równorzędnego

partnera z nadzieją, że szacunek przełoży się na zyski i lojalność. Optymistyczne

założenia powoli tracą rację bytu i dziś zamiast przyciągać coraz częściej pchamy klienta

w wybranym przez siebie kierunku.

Zmiana podejścia wiąże się ze zmianami w samej sieci, która z nieskończonego katalogu

zamienia się w medium asystujące, aktywnie wspierające nas w poszukiwaniach.

Dopasowuje się do naszych potrzeb zgodnie z paradygmatem wygody,

charakterystycznym dla marketingu typu push. Mówiąc prościej, produkty będą znajdywać

nas zanim pomyślimy o kupieniu ich. Przykładem mogą być rozwiązania z dziedziny

marketingu geolokalizacyjnego, podsuwające np. ofertę kawy czy zniżki fryzjerskiej, gdy

mijamy kawiarnię albo salon kosmetyczny. W ten trend wpisują się również gadżety typu

wearable oraz zintegrowane z naszymi urządzeniami, od smartfona po samochód. Dzięki

nim poznasz odległość do najbliższej stacji, kiedy w baku zacznie brakować paliwa lub

dostaniesz zniżkę na buty do biegania w chwili, gdy zaczną się zużywać.

Zuckerberg to przewidział

Najlepszym przykładem realizacji strategii push marketingu jest Facebook, dla wielu

stanowiący podstawowe źródło informacji. Newsy, osobliwości, wydarzenia z życia

znajomych czy markowe komunikaty są podane na tacy na naszej tablicy, do tego zgodnie

z upodobaniami, nawykami i bez konieczności szukania. Tak precyzyjna kompozycja jest

możliwa dzięki wykorzystaniu zaawansowanej analizy danych, na podstawie których

serwis tworzy profil użytkownika i dopasowuje do niego informacje. Właśnie dlatego na

tablicy pojawiają się powiadomienia tylko o wybranych znajomych, markach czy

wydarzeniach, co zazwyczaj w zupełności nam wystarcza.

Na forpoczcie zmian znajdują się również aplikacje mobilne, które świetnie oddają

potrzebę szybkiego i wygodnego dostępu do informacji. Przykładem może mobilna wersja

wyszukiwarki Google, która przy wyszukiwaniu haseł integruje dane o naszym położeniu,

pogodzie czy kalendarzu. Dzięki nim wyszukując dojazd do konkretnego miejsca

natychmiast wiemy, czym i o której godzinie wyruszyć, żeby zdążyć na spotkanie lub gdzie

znajduje się najbliższa restauracja serwująca nasze ulubione danie. Zjawisko

upowszechniania aplikacji potocznie nazywa się apifikacją.

Pop-upy powrócą

Co zmiana podejścia oznacza dla reklamodawców? Odpowiedź brzmi: żniwa. Powracają

czasy znienawidzonych reklam typu pop-up, które choć inwazyjne i irytujące, świetnie

wpisują się w filozofię push. Podsuwają użytkownikowi rozwiązanie, zanim pojawi się

problem (lub potrzeba).

Żeby strategia push była skuteczna, konieczne jest zachowanie kilku zasad:

– działania push muszą być skrojone pod oczekiwania i zainteresowania użytkownika

– powinny odzwierciedlać jego nawyki zakupowe (częstotliwość zakupów, znajomość

marki, wiedzę o produkcie)

– muszą być dostosowane do sytuacji (czas, miejsce, okoliczności, np. pogoda)

– powinny uwzględniać asocjacje (klient kupujący produkt A pewnie sięgnie po

produkt B, itp.)

Tryumf push marketingu nie oznacza, że praktyki wypracowane w strategi pull tracą rację

bytu. Wartościowe treści wciąż będą w cenie, ale zmieni się metoda ich dystrybucji –

zamiast być wyszukiwane, powinny same trafiać do odbiorcy.

źródło

Untitled design

Jak sprawdza się Instagram w marketingu? Przeanalizujmy to!

Point of View współpracuje z polskim oddziałem Sage