Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Inwazyjne reklamy muszą odejść

Przez lata marketingowcy wymyślali coraz to nowsze i bardziej inwazyjne formy reklam online, mające zapewnić efekt sprzedażowy, W tym roku jednakże nastąpił przesyt, a liczba osób korzystających z adblocków w USA przekroczyła 30 procent. Dla branży oznacza to jedno: zdanie zirytowanego konsumenta nabiera mocy.

Konieczność zmian odczuła cała branża. Google oznajmiło, że zacznie obniżać ranking stron, na których ”treści nie są dostępne dla użytkowników tuz po przejściu ze strony wyników wyszukiwania”. Mowa więc o tych, na których najpierw napotykamy reklamę, a dopiero po jej wyłączeniu treść właściwą. W ten sposób Google, który sam w sobie żyje z reklam, podejmuje działania mające na celu „naprawę” tychże zamiast zachęcania użytkowników do ich całkowitego blokowania.

czytaj:   MetroMsn. Nowy portal Agory i Microsoftu

I choć te działania można by nazwać przedwczesnymi, czara goryczy użytkowników jest bliska przelania. Kropką nad „i” okazali się konsumenci mobilni, których aktywność zdecydowanie rośnie, a branża reklamowa stara się zmonetyzować to zainteresowanie. Robi to niestety w sposób najgorszy z możliwych, poprzez najbardziej znienawidzone, intruzywne reklamy zakrywające cały ekran do chwili zamknięcia ich przyciskiem X. W związku z tym popularność adblocków rośnie także wśród właścicieli smartfonów, spośród których z tego narzędzia korzysta średnio co piąty.

Reklamy są więc oficjalnie znienawidzone na obu platformach i jeśli marketingowcy nie zrobią czegoś, żeby konsumenci zaczęli patrzeć na nie bardziej przychylnym okiem, inwestycja w sieciowe formaty może przestać się opłacać. Niezadowolenie odbiorców powinno być realnym czynnikiem branym pod uwagę przy wyborze typu i ilości reklam. Wystarczy zadać sobie pytanie: jak bardzo ta reklama, wyświetlana w określonej częstotliwości, będzie irytująca dla odbiorcy? Bo po przekroczeniu magicznej granicy jedyną szansą na zaangażowanie będzie przypadkowe kliknięcie w baner po usilnych próbach pozbycia się go.

czytaj:   Polacy stawiają na mobile [badania]

Co więcej, wiele badań pokazuje, że im bardziej nachalna jest reklama, tym gorszy skutek odnosi. Przykładowo, reklama video poprzedzające film jest umiarkowanie intruzywna dla konsumentów, ale także najbardziej efektywna. Z kolei reklamy dzielące dwie strony w sieci odbieramy jako wybitnie nachalne i rzadko w nie klikamy.

Dzięki reklamom internauci mogą korzystać z treści za darmo, czego jednak nie zawsze są świadomi. W tym kontekście wojna marek z adblockami jest racjonalna, ale nie z punktu widzenia odbiorcy, któremu zalew reklam uniemożliwia normalny odbiór strony internetowej. Jedni i drudzy muszą spotkać się po środku, na terenie, na którym formy promocji online są akceptowalne przez obie strony. Jeśli tak się nie stanie, sieciowe reklamy przestaną przynosić jakikolwiek skutek. Miarka się przebrała.

czytaj:   K2 i Oktawave realizują międzynarodowy projekt na zlecenie Coca-Cola

Na podstawie artykułu z Adage.com.