By przywrócić wierze dobrą prasę w społeczeństwie, nie potrzeba wielkich kampanii i zorganizowanych akcji – wystarczy odrobina dobrej woli. Klienci restauracji w Północnej Karolinie, którzy zdecydują się na chwilę modlitwy przed posiłkiem, mogą liczyć na 15-procentową zniżkę na rachunku.
Na początku warto zaznaczyć, że właścicielka restauracji Mary’s Gourmet Diner wyznaje pełen ekumenizm i przyznaje zniżki przedstawicielom każdej religii i filozofii, od katolicyzmu po buddyzm, bez nagabywań o intencje lub przyczyny stojące za modlitwą. Każdy klient, który poprzedzi jedzenie chwilą ciszy i kontemplacji nad talerzem może liczyć na miłą niespodziankę przy uiszczaniu rachunku.
Modlitewna zniżka obowiązująca w lokalu prowadzonym przez Mary Haglund nie jest ujęta w karcie i funkcjonuje od około 4 lat, a rozgłos zawdzięcza postowi na Facebooku ze zdjęciem rachunku, wrzuconym przez jednego z mile zaskoczonych klientów.
Inicjatywa właścicielki spotkała się przede wszystkim z pozytywnymi reakcjami, wśród których nie brakuje głosów, że nietypowa zniżka, będąca swoistym bonusem za religijność, to ukłon w kierunku kurczącej się grupy wierzących. Po drugiej stronie są sceptycy, którzy w rabacie dopatrują się dyskryminacji ze względu na wiarę i sprzeczności z zapisami amerykańskiej konstytucji. Informacja o zniżce celowo była niejawna, żeby rabat trafił wyłącznie do ludzi modlących się z własnej woli, co po jej upublicznieniu może się zmienić.
W odpowiedzi na głosy poparcia (i krytyki) Mary Haglund postanowiła wytłumaczyć ten nietypowy zabieg marketingowy w poście na Facebooku. Czytamy w nim, że kierowała nią wyłącznie chęć sprawienia przyjemności osobom, które poświęcają chwilę na refleksję i podziękowanie za posiłek, ponieważ wielu z nas zapomina, że możliwość najedzenia się do syta nie jest normą, ale przywilejem. Mary przyznała również, że do wprowadzenia zniżki skłoniły ją własne doświadczenia, a konkretnie pobyt w krajach trzeciego świata, gdzie głód często jest powszechny, co tym bardziej uświadomiło jej konieczność dziękowania za dobrobyt, którego doświadcza.
Po tej deklaracji można by ironicznie spytać, co zniżki na obiady dla dobrze sytuowanych Amerykanów mają wspólnego z głodującymi dziećmi w Afryce, ale tłumaczenie Mary jest szczere i bezpretensjonalne. Pomysł zniżki nie jest podszyty żadną ideologią ani próbą przypodobania się, ponieważ do tej pory nie był promowany publicznie i pewnie gdyby nie inicjatywa klienta, do tej pory byłby dyskretnym bonusem dla wierzących. Kościół katolicki mógłby uczyć się dobrego PR-u od amerykańskiej restauratorki.


