Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Zapach waginy, czyli sprzedać można wszystko

Autorką poniższego wpisu jest Kasia Wala (stosowana.wordpress.com).

Na początek reklama:

 

 

Posłuchajmy, co o produkcie mówią jego producenci:

„Waginalny zapach pięknej kobiety – Vulva Oryginal NIE JEST perfumami. Jest kobiecym, erotycznym, intymnym zapachem stworzonym dla Twojej własnej zmysłowej przyjemności. Nowy zapach zamknięto w ekskluzywnej szklanej fiolce z wygodnym kulkowym aplikatorem, wypełnionej większą zawartością tej drogocennej, naturalnej substancji.

Naszym największym wyzwaniem było zachowanie tego intymnego zapachu bez utraty jego esencji. Po wielu latach wielostronnych testów, a zwłaszcza opracowywania i rozwijania metod konserwacji, udało nam się zdobyć pożądany naturalny zapach pochwy, który długo zachowuje swoje właściwości.

Potrząśnij delikatnie fiolką… nałóż na zewnętrzną stronę dłoni niewielką ilość tej łagodnie żółtej, upragnionej substancji i zniewalający zapach płynący ze zmysłowej waginy momentalnie wzmocni Twoje erotyczne fantazje i rozpocznie seans wyobraźni. Powąchaj i rozkoszuj się intymnym zapachem kuszącej kobiety, kiedykolwiek i gdziekolwiek zachcesz” (informacje ze strony produktu).

Potrząśnijmy zatem:

 

 

Dawno, dawno temu…

„Założyciele firmy vivaeros Spetial Products zapragnęli stworzyć całkowicie nowy w skali światowej, unikalny produkt, który wyróżniałby się zarówno konceptualnie, jak i wizualnie na tle reszty propozycji rynku erotycznego. Zespół specjalistów od badania rynku oraz projektantów prowadzili badania nad całą gamą produktów erotycznych dostępnych na rynku, testując je bardzo szczegółowo. Z badań tych wywnioskowali, że seksualne stymulatory, takie jak filmy i magazyny erotyczne, erotyczne zabawki – wibratory i sylikonowe pochwy itd., a także sex-telefony w wystarczającym stopniu zaspokajają już zmysły wzroku, dotyku i słuchu. Poza tym ustalili oni, że podczas gdy na rynku istnieją zapachy takie jak feromony, perfumy czy afrodyzjaki, czyniące ich użytkowników bardziej atrakcyjnym dla innych, nie istnieje żaden produkt, który miałby pobudzać własne doznania zapachowe i łączącą się z tym przyjemność. Wniosek ten stał się początkiem działania zespołu vivaeros, mającego na celu wypełnienie w rynku owej luki poprzez wprowadzenie eleganckiej i stylowej marki VULVA Original. Nie tylko bowiem w świecie zwierząt, lecz także pośród ludzi, pobudzająca moc zapachów ciała odgrywa bardzo istotna rolę. Odnosi się to szczególnie do intymnych zapachów kobiety. Zapach ten w bardzo naturalny sposób wywołuje pociąg seksualny oraz pragnienie.

czytaj:   „Design Thinking for Educators”, czyli podręcznik kreatywności dla nauczycieli

Po latach kosztownych badań prowadzonych przez zespół naukowców z całej Europy, udało się uchwycić i zamknąć w ekskluzywnych szklanych fiolkach ten podniecający, mlecznobiały aromat. Dzięki komfortowemu kulkowemu aplikatorowi, drogocenna naturalna substancja może być nałożona na zewnętrzną stronę dłoni. Wystarczy niewielka ilość Vulva Original, aby nasycić się prawdziwym aromatem tej oszałamiającej esencji. Zmysł zapachu stymuluje wtedy filmowe obrazy puszczane w wyobraźni. Nie tylko mężczyźni mogą wtedy zwiększać swoje doznania podczas autostymulacji. Również kobiety mogą używać tej erotycznej substancji w celu potęgowania wrażeń zmysłowych podczas stosunków seksualnych” (informacje ze strony produktu).

Co Ty na to?

Reakcje, które wywołuje VULVA [czyli w tłumaczeniu: SROM], rozciągają się od zażenowania i zwątpienia w pozbawiony wartości i dobrego smaku świat współczesny (http://www.zychalska.com/vulva-original-wyciag-z-kobiety,177.html), poprzez mniej lub bardziej zdefiniowane formy śmiechu:

 

 

 

aż do potrzeby empirycznej analizy i oceny zjawiska (http://polykaj.pl/vulva-recenzja).

Co ja na to?

Bardzo wiarygodnych narzędzi do opisu powyższego, trudnego do przemilczenia fenomenu dostarcza w pracy Kultury kultury popularnej pracujący w Poznaniu socjolog Marek Krajewski (nie mylić z Markiem Krajewskim – autorem m.in. Festung Breslau czy Dżumy w Breslau). Postaram się zatem rozgościć się w prowadzonych przez niego rozważaniach na temat funkcjonowania zapachu i zmysłu powonienia w obrębie współczesnej kultury popularnej.

Co najważniejsze i podkreślane przez producentów, Vulva nie jest perfumami, nie służy zatem do czynienia własnej osoby bardziej atrakcyjną w odbiorze osób przeciwnej (lub tej samej) płci, wyrażenia przynależności do określonej grupy [Krajewski 2003, s. 294 – w dalszych odnośnikach podaję jedynie strony], czy też podkreślania, a raczej określania i kreowania własnej tożsamości [s. 306]. Zapach ten stosuje się raczej w celu intensyfikacji wrażeń, wyostrzenia wyobraźni i pamięci, a więc – co tu dużo mówić – wzbogacenia przeżyć podczas masturbacji, której dotychczasowymi stymulatorami były zużyte już bodźce wzrokowe i dźwiękowe w postaci czasopism i filmów pornograficznych oraz dotykowe – rozgrzewające żele i sztuczne pochwy. Dodatkowo produkt ten może być skierowany do osób, które z takich czy innych względów nie miały jeszcze okazji do poznania owego tajemniczego zapachu w sposób naturalny i bezpośredni. Co ciekawe, intencja producentów nie jest jasna dla wszystkich (albo jest, tyle tylko, że nie przystoi o tym rozprawiać):

czytaj:   It’s Simple – nowa aplikacja dla Simple Express

 

 

Potrzeba rzeczywistości/rzeczywistość potrzeb

„Podobnie jak w wypadku telewizyjnych obrazów, sztucznie preparowane zapachy są doskonalsze od naturalnych – bardziej intensywne, wyraziste, trwalsze i wielokrotnie tańsze (…). Poprzez opanowanie zdolności wytwarzania syntetycznych zapachów wydzielanych przez rozmaite przedmioty człowiek uzyskuje nad nimi pełną kontrolę, bo woń przez nie wydzielana konotuje i potwierdza ich obecność, choć nie istnieją one fizycznie” [s. 285]. Doskonale odnosi się to do wypowiedzi samych producentów: „Fikcja stała się rzeczywistością – zawsze nosić przy sobie intymny zapach kobiety i o każdym czasie mieć możliwość upajania się erotycznymi fantazjami”. I choć produkt ten podważa w pewnym stopniu kulturowe stereotypy mężczyzny jako istoty racjonalnej i działającej przede wszystkim w sferze wizualności (w przeciwieństwie do sensualnej, odczuwającej i przeżywającej kobiety) [s. 259], to jednak reprodukuje on ogólne założenia na temat porządku i hierarchii płci. Czyż bowiem odtworzenie, czy – jak zapewniają producenci – zebranie i zamknięcie w butelce ekstremalnie seksualnego symbolu kobiecości nie jest kolejną próba jej zawłaszczenia, okiełznania, zdobycia? Oto mam cię. Nie muszę już zabiegać, starać się, pokonywać krok po kroku kolejnych szczebli bliskości, by w końcu dotrzeć do osławionego legendą źródła twojej mocy. Otrzyj łzy i uznaj moje zwycięstwo, zwycięstwo porządku nad chaosem, kontroli nad dzikością, kultury nad naturą [por. Ortner 1982]. Bo czymże jesteś teraz bez swej najcięższej broni, kiedy nie potrzebuję nawet twojej obecności, by mieć cię tuż przy ustach, by cię chłonąć? Czymże możesz się teraz pochwalić, kiedy stworzyłem cię na nowo, bezimienną, doskonalszą, czystą, zawsze taką samą, zawsze dostępną [s. 285-286]?

czytaj:   Ciastka Lubisie. W sam raz na śniadanko?

Ciąg dalszy?

Jak w podsumowaniu swych rozważań stwierdza Marek Krajewski, „towarem dziś może stać się wszystko, również to, co zaprzecza obowiązującym kulturowym wzorom i wartościom, co zaprzecza nowoczesnej autodefinicji człowieka, co zostało przez niego samego wcześniej zrepresjonowane jako wulgarne, niestosowne i zwierzęce, a czego wyeliminowanie stało się symbolem procesu cywilizacyjnego” [s. 313-314]. Teza ta znakomicie sprawdza się w omawianym tu przypadku. Podejrzewam, że jeszcze kilka lat i zamiast uśrednionego zapachu niewiadomego pochodzenia waginy będziemy mogli kupić Vulvy sygnowane nazwiskami najbardziej znanych gwiazd świata rozrywki, prezenterek pogody, piosenkarek. Być może nawet, po opadnięciu początkowych emocji, będą one dodawane do płyt i książek biograficznych. Nie do wiary? Trochę cierpliwości.

Teksty:

Krajewski M., Kultury kultury popularnej, Poznań 2003 (rozdział Kultura piąta: kultura aromatyzacji, s. 248-316).

Ortner S. B., Czy kobieta ma się tak do mężczyzny, jak „natura” do „kultury”? , [w:] Nikt nie rodzi się kobietą, red. T. Hołówka, Warszawa 1982.