Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Koń trojański i cukierki: kreatywna rekrutacja według Publicis Poland

Do 15 warszawskich agencji trafiły wypełnione cukierkami piniaty w kształcie koni. Słodkie podarunki, których nadawcą była agencja Publicis, okazały się końmi trojańskimi – ukryte w nich krówki owinięto w papierki zawierające adres rekrutacyjny. O nietypowym pomyśle na poszukiwanie pracowników opowiedzieli nam twórcy akcji “Operation Recruitment” – Dagmara Witek-Kuśmider, Sławek Figura i Bartek Grzesiak, którzy wspólnie udzielili odpowiedzi na pytania.

Skąd wzięliście pomysł na wykorzystanie strategii wojennej w celu szukania pracowników?

Bezpośrednie dotarcie do pracowników działów kreacji jest, delikatnie mówiąc, niełatwe. Stąd strategia „proście, a będzie wam dane” odpadła w przedbiegach. Wiedzieliśmy, że potrzebny nam jakiś rodzaj konia trojańskiego, ale początkowo myśleliśmy o nim metaforycznie, bo – paradoksalnie – oczywiste pomysły często każą na siebie czekać. Natomiast droga od fizycznego konia do piniaty była już znacznie krótsza. Nie jest żadną tajemnicą, że częścią pracy w kreacji bywa frustracja, i okładanie drewnianą pałką uroczego czerwonego konika wydało nam się takim sposobem pozbycia się tego uczucia, któremu nawet kreatywni o sercach miękkich jak kaczuszki nie będą mogli się oprzeć. A ewentualne wyrzuty sumienia można było od razu zagryźć pyszną krówką, przyobleczoną w wiadomość o rekrutacji.

Jakie to uczucie wjechać koniem trojańskim do konkurencyjnej agencji? 🙂

To takie uczucie, którego nie doświadczyliśmy w pełni, bo piniaty nie były na tyle duże, żeby nas pomieścić. Możemy tylko przypuszczać, że jest to euforia porównywalna tylko z tą, która towarzyszy niespodziewanym przelewom z ZAiKS-u, pomieszana z tym specyficznym podekscytowaniem, kiedy przechodząc obok gabinetu dyrektora kreatywnego pod jego nieobecność, zakradamy się do środka, żeby na minutę rozsiąść się w jego fotelu.
Przy okazji chcieliśmy bardzo pozdrowić naszego ojca dyrektora tego i wszystkich innych projektów – Pawła Merecza, który błogosławił misję na każdym etapie.

Czy „wrogie obozy” wyczuły podstęp?

Koniki nie były wyposażone w kamery, bo czasy bizantyjskich budżetów odeszły w przeszłość, więc w momencie pozostawienia ich w agencyjnych recepcjach straciliśmy z nimi kontakt. Przynajmniej jedna agencja zwęszyła podstęp, czego najdobitniejszym dowodem jest odesłana nam przesyłka z głową jednego z koników.

Jaki był odzew, jeśli chodzi o rekrutację?

Najwyraźniej dobre rady mam, żeby nie brać słodyczy od obcych, zostały dawno zapomniane, bo na nasz rekrutacyjny adres work@publicis.pl ciągle spływają e-maile od amatorów słodkości i kreatywnych głodnych mocnych wrażeń.

Czym inspirujecie się na co dzień?

Przede wszystkim zapierającą dech w piersiach panoramą Mordoru, która roztacza się za oknami naszego biura. A generalna zasada jest taka, żeby nie zagłuszyć swojego wewnętrznego dziecka i pozwolić mu brykać do woli.

TROJAN PINATA-2 (2)

TROJAN PINATA TEAM

TROJAN PINATA-3

TROJAN PINATA-4

Rozmawiała: Małgorzata Litorowicz