Hans Brinker to hotel, który wie jak wyróżnić się z tłumu. Podczas gdy konkurencja chwali się gwiazdkami, basenem, a gdy brakuje argumentów, przynajmniej niską ceną, Hans Brinker obiera zupełnie inną taktykę. Z rozbrajającą szczerością obiecuje klientom cały wachlarz przykrych doznań w czasie pobytu i nienajgorzej na tym wychodzi. Każdy chce sprawdzić czy hasło „nie może być gorzej, ale się staramy” faktycznie zgadza się z rzeczywistością.
Hans Brinker Budget Hotel to hotel budżetowy w pełnym tego słowa znaczeniu – zgodnie z obietnicami, kolejnym razem klient zastanowi się poważnie, czy w jego budżecie znajdzie się miejsce na tak ekstremalny nocleg. Jest tanio, ale nie ma co liczyć na wygody. Właściciele przyznają, że to najprawdopodobniej najgorszy hotel w okolicy – nie ma ciepłej wody, winda nie działa, a żeby oszczędzić na praniu, proponują zastosowanie zasłony prysznicowej zamiast ręcznika. W hotelu w zasadzie nikt nie sprząta, brakuje papieru toaletowego, a osoby z klaustrofobią mogą przeżyć prawdziwy survival:
Komunikacja marki Hans Brinker od lat opiera się na tej samej konwencji, a bycie najgorszym hotelem w Amsterdamie to tylko powód do dumy. Całe podejście wydaje się być mocno naciągane, a jednak turyści tłumnie zjeżdżają tylko po to, by przekonać się, czy hotel jest faktycznie w tak opłakanym stanie, jak obiecują właściciele. Co ciekawe, wrażenia na temat noclegu są różne, ale często powtarzają się opinie, że „Hans Brinker promuje się jako najgorszy hotel na świecie, nie zgadzam się z tym, bo myślimy, że jest najlepszy. Na pewno tu wrócimy”, a także: „nie było tak źle, jak można się było tego spodziewać”. W ten sposób, hotel nadrabia nie tylko faktyczne niedociągnięcia, ale również przyciąga tych, którym nie jest obce poczucie humoru i sarkazm.












