Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Od klopsa do robaka: historia logo NASA

Dziś wielu może o nim nie pamiętać, choć widniało w dokumentach i na maszynach NASA przez 17 lat. Zadbali o to sami pracownicy agencji, którzy nigdy nie nabrali sentymentu do minimalistycznego znaku, chwalonego przez znawców designu. Dziś „robak” powraca w wielkim stylu – studio Pentagram zebrało na Kickstarterze fundusze na ponowne wydanie poświęconej mu Księgi Znaku z 1975 roku.

Gdy w 1974 roku Richard Danne i Bruce Blackburn otrzymali propozycję przeprojektowania dotychczasowego logo NASA, zapewne czuli na swoich barkach brzemię twórców historii designu. Logo rządowej agencji będą znać wszyscy, więc pomysł musi być spektakularny. Propozycja pojawiła się w związku z nowymi wytycznymi dotyczącymi brandingu rządowych instytucji, które od tej pory miały budzić należytą im powagę również swoją identyfikacją wizualną. Dotychczasowe logo NASA, pieszczotliwie zwane „klopsikiem” w powszechnej opinii były przeładowane i niezbyt atrakcyjne, dlatego wymagało zmiany.

czytaj:   Silikonowy smoczek faktycznie nie rozleniwia dziecka

Nasa4

Ta okazała się radykalna. Danne i Blackburn odrzucili absolutnie wszystkie elementy starego znaku i zaczęli od zera. Efektem było proste logo w formie napisu NASA wykonanego fontem o licznych zaokrągleniach, przez co kształt liter (w połączeniu z czerwonym kolorem) wielu skojarzył się z robakiem. Kropką nad „i” było pozbycie się kreseczek z obu liter A.

Świat designu przyjął znak z zachwytem – był prosty, świeży i kojarzył się z nowoczesnością. Dowodem na to było między innymi wyróżnienie „Award of Design Excellence” przyznawane najlepszym projektom federalnym przez prezydenta USA. Na szczytach władzy znak był chwalony, jednak w samej agencji na dobrą sprawę nie przyjął się nigdy, a wręcz można przypuszczać, że nigdy nie było takiej woli. Fakt zmiany znaku był utrzymywany w tajemnicy, a gdy nową wersję zaakceptowano, nie odbyła się żadna oficjalna prezentacja. Informację po prostu przesłano pracownikom na całym świecie bez słowa wyjaśnienia. W tej sytuacji wielu poczuło się urażonych koniecznością zastąpienia swojskiego „klopsika”, symbolizującego jedne z największych osiągnięć agencji, prostym „robakiem”. Inżynierowie nie docenili finezji projektantów i gdy tylko pojawił się pretekst do powrotu do starego znaku, ochoczo z niego skorzystali.

czytaj:   Astronauta podbija internet, czyli jak promować naukę z głową

Nasa3

Okazja nadarzyła się po 17 latach, w 1992 roku, gdy administratorem agencji został Dan Goldin. Widząc, że pracownicy nadal darzą stary znak sentymentem do tego stopnia, że nie usunęli go z wielu miejsc w Centrum Badań w Langley, postanowił go przywrócić, żeby wzmocnić ich morale. Jak głosi legenda, Goldin zjawił się w Langley w czwartek, a już w piątek po „robaku” nie było śladu.

czytaj:   Content marketing kontra strategia contentowa – czym się różnią?

Jego twórcy, jak można się spodziewać, nie byli zadowoleni ze zmiany, ale dziś mogą być dumni, że porzucone logo przetrwało próbę czasu. W rozmowie z magazynem Wired Danne przyznaje, że nawet dziś dostaje po kilka maili tygodniowo od osób chętnych do podyskutowania o jego najsłynniejszym projekcie. Reedycja Księgi Znaku po 40 latach od jej wydania to kolejny hołd złożony projektantom. Użytkownicy Kickstartera zebrali na ten cel ponad 700 tys. dolarów, czyli kwotę prawie pięciokrotnie wyższą niż ta, o którą prosili twórcy projektu. Publikacja wyceniona na 75 dolarów ma trafić do sprzedaży 5 października.

Kasia Szulik