Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Z bloga do magazynu, czyli GRYZ pod choinkę

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, a więc w gorącym okresie kuchennych przygotowań, w sieci zadebiutował GRYZ – kulinarny magazyn blogerów pełen sezonowych przepisów. Z dwójką jego twórców, pomysłodawczynią i sekretarz redakcji Adą Kostrzoń oraz redaktorem naczelnym Gabrielem Świderkiem, rozmawiamy między innymi o tworzeniu e-pisma dla przyjaciół, apetycznych sesjach zdjęciowych i… przysmakach spod cmentarza.

Do niedawna o blogerach kulinarnych myślano raczej jako o utalentowanych indywidualistach, ale wysyp blogerskich magazynów w ostatnim czasie wyraźnie pokazuje, że tendencja się zmienia. Wasz GRYZ, czyli najnowsza publikacja w tym duchu, jest tego najlepszym dowodem. Co skłoniło Was do współpracy?

Ada Kostrzoń: Pomysł na magazyn w mojej głowie kiełkował już od roku, jednak zawsze coś stawało mi na drodze by go stworzyć. W zeszłe święta zagaiłam na jednym ze spotkań blogerów kulinarnych, że może byśmy coś wspólnie stworzyli, coś innego, trafiającego do wszystkich – nie tylko ludzi z „branży”. Pomysł się spodobał, jednak musiał poczekać na swój czas. W końcu na zorganizowanym przeze mnie pikniku Warszawskich Blogerów Kulinarnych postanowiliśmy, że dłużej czekać nie chcemy i zaczynamy działać. Poszło łatwiej niż przypuszczałam. Zebraliśmy fajną grupę, której się chce i wybraliśmy redaktora, który trzyma nas w ryzach i pilnuje terminów, co uwierz, przy pracy etatowej i systematycznym prowadzeniu bloga łatwe nie jest, ale daje mega satysfakcję!

Gabriel Świderek: Ja brałem udział w powstawaniu magazynu od wakacji, choć z tego, co mi wiadomo, ochota na stworzenie takiego projektu pojawiła się już wcześniej. Wszyscy jesteśmy blogerami z dłuższym stażem, choć mój jest stosunkowo krótki, bo piszę mniej więcej od dwóch lat. Za to dziewczyny można nazwać weterankami, na przykład Daria prowadzi swojego już od 7 lat. Po prostu każdy z nas chciał stworzyć coś więcej niż tylko bloga.

GRYZ - okładka 1. numeru

Inne blogerskie magazyny podkreślają swój regionalny charakter, mamy więc dolnośląski „Kocioł” czy małopolski „Apetyt”. Ekipa Gryza jest związana z Warszawą, ale tego nie akcentujecie. Jaki w takim razie był Wasz pomysł na magazyn?

G: Idea była prosta – chcieliśmy pokazywać to, co smaczne i dobre. Pierwszy numer miał być całkiem inny. To, co koniec końców trafiło do sieci, w założeniu miało być broszurką ekstra, taką na 12 stron, zawierającą kilka przepisów na święta… no i trochę się rozrosło. Ale od razu założyliśmy, że w tym wydaniu nie będzie artykułów, bo zabraknie na nie czasu.

A: Chcieliśmy wydać ten numer przed świętami. W tym okresie jest duże zapotrzebowanie na tego typu treści, więc mieliśmy nadzieję dotrzeć do większej ilości osób.

Ada KostrzońAdrianna Kostrzoń – pomysłodawczyni magazynu GRYZ, odpowiedzialna za skład i korektę, autorka bloga sweet-fun.blogspot.com

Gabriel ŚwiderekGabriel Świderek – redaktor naczelny magazynu GRYZ, odpowiedzialny za skład i postprodukcję zdjęć, autor bloga meskiwypas.pl

Pora na wydawanie magazynu kulinarnego rzeczywiście wydaje się idealna. W takim razie, nieco wbrew założeniom, na pierwszy ogień poszły wyłącznie przepisy, ale z czasem magazyn wzbogaci się o inne artykuły – jakiego typu?

A: Planujemy sporo ciekawych działów. Wszystko jest jeszcze w fazie beta, ale od stycznia zabieramy się ponownie do pracy. Chcemy aby na łamach magazynu pojawił się dział Eweliny i Anny o pieczeniu chleba, a także dział śniadaniowy Darii. Gabriel przygotuje coś dla mięsożerców, tworząc razem z Eweliną dwa odrębne spojrzenia na mięso. Makarony, których mistrzynią jest Anna, również pojawią się w Gryzie, podobnie jak moje słodkości – ich przecież także zabraknąć nie może. Jako pedagog i prowadząca warsztaty kulinarne dla dzieci pomyślałam również o stworzeniu działu dziecięcego. Planujemy publikować w nim przepisy i instrukcje dostosowane do wieku naszych małych czytelników, a także przepisy w formie obrazkowej i artykuły. Jestem pewna, że Przemek z Lui będą mi w tym świetnie pomagać!

G: Pomysłów jest aż za dużo, a najtrudniej wybrać te, które uda nam się zrealizować do następnego wydania. Na przykład ja pracuję już nad tekstem o ostrych papryczkach, ale planujemy również tematy z serii „dookoła stołu”, o tym, co w Warszawie piszczy pod względem kulinarnym, a jeśli uda nam się zwerbować kogoś spoza stolicy, na pewno pojawią się materiały z innych miejsc. Myślimy też o wywiadach.

Chcecie rozmawiać z innymi blogerami czy raczej z profesjonalistami kulinarnymi?

G: Z jedynymi i z drugimi, ale nie tylko. Ja będę od jutra na planie filmowym, więc może uda mi się zagadnąć o coś ciekawego aktorów lub reżysera. Jak już wspomniałem, pomysłów i możliwości mamy masę, ogranicza nas głównie czas.

Czyli mówiąc krótko, tematykę kulinarną chcecie potraktować bardzo szeroko. Sądzicie, że treści tego typu brakuje? Jak chcecie się wyróżnić na przykład na tle papierowej konkurencji?

A: Nie kupujemy zdjęć 😉 A tak na poważnie, chcemy aby czytelnik miał prawo wyboru. Planujemy wydawać magazyn ze smakiem, bez niepotrzebnych zapychaczy, coś, co sami chcielibyśmy otrzymać.

G: Staramy się, aby w naszym magazynie królował smak i to na nim się skupiamy. I mam nadzieję, że tym przyciągniemy ludzi. Jak ktoś się odchudza, to trudno, niech je mniejsze porcje, ale u nas raczej nie trafi np. na odtłuszczony majonez albo inne cuda tego typu. Do tego w następnym numerze, tak jak już mówiłem, powinny pojawić się artykuły. Cały czas pracujemy nad poprawą treści i jakości.

Tworząc magazyn mieliście w głowach jakiś profil odbiorcy?

G: Ja miałem w głowie, że tworzę Gryza dla znajomych i cały czas chcę traktować naszych czytelników jak przyjaciół, podrzucać im fajne pomysły na ciekawe dania.

A: Nie szufladkujemy. Chcieliśmy, żeby nasz magazyn był ciekawy dla osób lubiących gotować, jak również dla tych, które na gotowaniu nie znają się kompletnie

G: Dodam tylko, że można nas czytać również mobilnie, więc na pewno kierujemy Gryza również do tych, którzy lubią tę formę komunikacji.

Paszteciki_fot. Ewelina Wojtasik

Wiemy już co nieco o samym magazynie, więc teraz pora na Was. Kim są ludzie z Waszego zespołu, czy mają swoje specjalizacje kulinarne?

G: Ada jest zdecydowanie ekspertką od słodkości, reszta różnie, choć sądzę, że każdy bez większego problemu poradziłby sobie z dowolnym daniem. Ja gotując kieruję się tym, co chętnie zjadłbym sam, choć na moim blogu trudno znaleźć potrawy rodem z drogich restauracji. Są za to spore dania, tworzone z myślą o męskiej część odbiorców, lubiących rzeczy intensywne w smaku, bardzo ostre lub bardzo słodkie.

A: To prawda, ja zdecydowanie specjalizuję się w słodkościach. A jeśli chodzi o cały zespół, to znamy się już trochę i każdy z nas jest inny. W redakcji mamy również osoby, które tematyką kulinarną się interesują, ale bloga nie prowadzą. Nasz magazyn jest przede wszystkim autorski i każdy jest przypisany do działu w którym czuje się najlepiej.

G: Ja na pewno będę się udzielał w rubryce z ostrymi potrawami, choć nie będzie na przykład działu dla wegan.

A: Przynajmniej w najbliższym czasie, chyba, że czytelnicy o to poproszą

A jak tworzenie magazynu wygląda od strony technicznej? Chodzi mi przede wszystkim o zdjęcia jedzenia, które bez dwóch zdań są ogromnym atutem Gryza.

G: To jest ciekawy temat.

A: Nasz ulubiony! Tym zamierzamy się wyróżniać.

G: Chyba nikt w magazynach tego typu nie postanowił zrobić tego, co my. Zebraliśmy się jednego dnia u Eweliny, jednej z naszych autorek, i zrobiliśmy ogromną, wspólną sesję. Na zdjęciach mieliśmy pojawić się też my sami przy stole, ale byliśmy na to zbyt zmęczeni. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to, co jest na zdjęciach jest dokładnie tym, co przygotowaliśmy i jedliśmy. Nie ma tam trików typu układanie makaronu na szpilkach, żeby ładnie wyglądał czy malowanie pieczonego mięsa pastą do butów, żeby miało ładny kolor – sama prawda na talerzu.

Ewelina dokonywała prawdziwych akrobacji z aparatem i wręcz narażała życie dla zdjęcia całego wigilijnego stołu, bo stawała na parapecie i pochylała się nad stołem. To dzięki niej zdjęcia wyglądają tak dobrze.

A: Ogólnie chcemy, żeby temat przewodni numeru był zawsze wspólnie przygotowany, obfotografowany, a następnie przy wspólnej biesiadzie zjedzony.

Stół wigilijny_fot. Ewelina Wojtusik

Skoro każdy numer ma mieć motyw główny, to zdradźcie proszę, czego możemy się spodziewać w przyszłości?

G: Następny numer siłą rzeczy będzie również głównie świąteczny, bo pojawi się mniej więcej w okolicach Wielkanocy.

A: A kolejny to majówka i grill. Mój grill już czeka!

G: Ja też nie ukrywam, że grillowego wydania nie mogę doczekać się najbardziej 🙂

Czyli motywy będą raczej okolicznościowe, niż powiązane z konkretnym typem produktów spożywczych, na przykład truskawkami latem albo dynią jesienią ?

A: Sezonowość oczywiście będzie tematem artykułów.

G: Akurat na jesień prawdopodobnie będzie właśnie temat sezonowy. Na pewno pojawią się dynie i warzywa korzeniowe, przetwory. W tym okresie je się tyle świetnych produktów, że po prostu ciężko tego nie wykorzystać. Z kolei, przynajmniej jak na razie, nie planujemy numeru świątecznego na Wszystkich Świętych, w którym porównamy, co najlepszego można zjeść pod cmentarzami.

A: A co roku wybór jest coraz większy!

A może jednak, bo to rzeczywiście byłoby oryginalne 🙂 Wprawdzie we Wrocławiu mocnej tradycji cmentarnego przekąszania nie obserwuję, ale za to na Górnym Śląsku, z którego pochodzę, 1 listopada przed cmentarzami wyrastają regularne bazarki ze słodyczami.

G: U mnie w okolicy królują obwarzanki.

A: A u mnie Pańska skórka, bardzo warszawski smakołyk.

Kiedy w takim razie można się spodziewać drugiego numeru Magazynu Kulinarnego GRYZ?

G: To niestety ciężkie pytanie, na które na dzień dzisiejszy nie da się odpowiedzieć precyzyjnie, ale chcielibyśmy wypuszczać nowy numer mniej więcej co dwa miesiące.

Jadalne prezenty_Pierniczki_fot. Ewelina Wojtasik

Na koniec powiedzcie proszę, dlaczego warto czytać GRYZ i czekać na kolejne numery.

G: Warto go czytać przede wszystkich dla sprawdzonych przepisów, którymi można się zainspirować, w przeciwieństwie chociażby do niektórych programów w telewizji. Niedawno oglądałem na TVP program, w którym celebryci akurat robili kaczkę. Oczywiście kaczka nie była ponacinana, a upieczona trafiła prosto na talerz, więc soki z niej wyciekły – straszna sprawa. No ale ludzie to oglądają i sądzą, że tak być powinno, więc lepiej, żeby uczyli się od nas.

A: GRYZ jest jedyny w swoim rodzaju, pod każdym względem, zaczynając od nazwy, a kończąc na wyjątkowych przepisach i ludziach, którzy go tworzą

G: Robimy go dlatego, że chcemy, a nie dlatego, że musimy.

A: Tak bardzo chcemy, że aż musimy 🙂

Więcej dodawać nie trzeba – dziękuję za rozmowę.

A: Ja również bardzo dziękuję i uciekam piec ciasteczka (nie, to wcale nie jest uzależnienie).

G: Dzięki, ja dla odmiany wracam piec moje pięć kilogramów mięsa 🙂

Rozmawiała: Kasia Szulik